W żenującym stylu Copa America 2011 rozpoczęli gospodarze - Argentyńczycy. Remis z Boliwią 1:1 dało się przeboleć, jednak dzisiejszy podział punktów z Kolumbią (0:0) to już naprawdę katastrofa. Albicelestes mogą nie wyjść z grupy. Zawodzą oczywiście ci, którzy mieli prowadzić drużynę do końcowego triumfu, a najbardziej - Mesjasz, Prorok, Bóg, słowem wielki Leo Messi.
Nie są nowością głosy, że Leo w reprezentacji gra wręcz beznadziejnie. Zdarzają mu się mecze świetne, ale takie to nawet i nasza reprezentacja miewała. Messi gra słabo, nie potrafi kierować swoimi partnerami z drużyny. Słowem - brakuje mu dwóch ogniw, bez których nie byłby tym, kim obecnie jest. Mowa oczywiście o Andresie Inieście, a także Xavim. To dwaj piłkarze, którzy nadają rytm gry Barcelonie. Messi zbiera wszystkie nagrody i gratulacje, ale, nie od dzisiaj wiadomo, że bez dwójki Hiszpanów jest często wręcz bezbronny.
Idealnym przykładem jest właśnie dzisiejszy pojedynek z Kolumbią, w którym następca Diego Maradony popisał się w zasadzie tylko dwoma bardzo dobrymi podaniami, które i tak nie zakończyły się choćby groźnym strzałem na bramkę. Rywale z ogromną łatwością odbierali mu piłkę. Nie jest przecież przypadkiem, że Leo w reprezentacji ma zaledwie 16 strzelonych bramek w ponad 50 meczach. Najwięksi fani piłkarza oczywiście bronią go i twierdzą, że i bez Xaviego i Iniesty ten potrafi grać wspaniale. W praktyce słowa te nie mają żadnego pokrycia. Wprowadzony wczoraj w 61. minucie Sergio Agüero zrobił więcej przez pół godziny, niż Messi przez cały mecz.
Wyjściowa jedenastka Argentyńczyków to również kwestia, która przyprawia o zawrót głowy. Trener Batista nie wyciągnął najwidoczniej żadnych wniosków z pierwszego meczu z Boliwią i dalej trzymał Kuna na ławce rezerwowych. Tym razem wprowadził go wcześniej, ale temu nie udało się po raz kolejny uratować swojej drużyny. Jeśli jednak w wyjściowym składzie po raz któryś wybiega Lavezzi, a na ławce spokojnie przyglądają się temu Agüero czy Higuaín... no cóż, coś jest nie tak.
Piłkarzowi, którego jako jedynego stawia się obok Messiego, czyli Cristiano Ronaldo, zarzuca się, że spala się w największych meczach. Jednak to pod Messiego ustawiana jest gra, to on gra na szpicy, zarówno w Barcelonie, jak i reprezentacji, chociaż często próbuje cofać się do rozegrania piłki. Tym właśnie stwarza możliwość Inieście i Xaviemu idealnego rozgrywania futbolówki. W reprezentacji ewidentnie tego brakuje, a Messi jest cieniem samego siebie. Mecz z Kolumbią był tego dobitnym przykładem.
Cierpi nie na tym sam Leo. Reprezentacja nie ma wyboru, mając takiego asa w drużynie trzeba z tego korzystać. Jednak decyzje trenera klubowego, Pepa Guardioli, o wystawianiu Messiego na szpicy, są po prostu nielogiczne i w życiu zapewne ich nie zrozumiem. Guardiola spycha w ten sposób Davida Villa na lewe bądź prawe skrzydło. Robi to z zawodnikiem, który całe życie grał wysuniętego napastnika i wyrobił sobie renomę jednego z najlepszych na tej pozycji. Efekt tego działania był widoczny w minionym sezonie, kiedy to Asturyjczyk przez ponad 2 miesiące nie potrafił trafić do bramki rywali.
Problem ma zarówno Barca, jak i Argentyna. Każdy kolejny mecz Messiego bez Xaviego i Iniesty będzie potwierdzał to, co już wiemy. Znamy dwa oblicza Lionela. Jednak ciągłe bronienie tego zawodnika jest już dość żenujące.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz