„Jak się mówi 'oszukiwać' po katalońsku?”

- José Mourinho

wtorek, 5 lipca 2011

Xabi, wybacz...

Gorąca dyskusja nad ewentualną zmianą kapitana Realu Madryt spowodowała, że wielu kibiców, w tym moja skromna osoba, zaczęło poważnie się zastanawiać nad rolą Ikera Casillasa w klubie z Concha Espina. Ale nie tylko jego.

W kontekście zmiany właściciela kapitańskiej opaski najgłośniej mówi się o Xabim Alonso. I właśnie, gdy uzmysłowiłem sobie, że szalony Mourinho faktycznie może porwać się na taki ruch, wnet zdałem sobie sprawę, jakiż to ja potrafiłem być kiedyś nieufny i zatwardziały.

Przyjście na Estadio Santiago Bernabéu Xabiego doprowadziło mnie do wariacji. Uważałem tego człowieka za kompletnie niepotrzebnego, który będzie zwalniał grę, kopał piłkę do tyłu i robił więcej zamieszania, niż to wszystko warte. A teraz, nie, nie przejdę do komplementowania Baska.

Moje obawy bowiem były w jakiś sposób uzasadnione. Pierwszy sezon Alonso był słaby. Ciągłe przerzuty z jednej strony na drugą, kopanie do Casillasa – to wszystko to, czego się właśnie po nim spodziewałem – czyli nic. Dochodziły do tego legendarne już wręcz uderzenia z połowy boiska na bramkę przeciwnika, średnio co, hmmm, trzy cztery mecze. Litości.

Tego pierwszego sezonu z pamięci nie usunę. I wmawiajcie mi, że czarne jest czarne, a białe jest białe – nie, dalej twierdzę, że był to sezon w jego wykonaniu po prostu zły. Przy każdej sposobności krytykowałem go, nie byłem w stanie zrozumieć jak można było kupić go aż za 30 milionów funtów. Większość ludzi, którzy mnie znają, lub wydaje im się, że znają, zapewne potwierdzi, że byłem AntiAlonso numer 1.

I tu przechodzimy do sedna. Jak to ten człowiek potrafi się (?) zmienić. No ale właśnie, czy się, czy nastawienie do zawodnika i osąd w stosunku do niego. Uznajcie mnie za idiotę, ale jestem zwolennikiem zmiany przywódcy na boisku... Mourinho ma absolutną rację, kapitanem powinien być ktoś z pola, ktoś kto w każdym momencie może znaleźć się w każdej części boiska. I tym kimś jest bez wątpienia Xabi Alonso.

Czytając wczoraj propozycje The Special One, uznałem, że gość faktycznie ma rację. Już w trakcie minionego sezonu przekonywałem się do Alonso, widziałem jego grę z innej strony. To też bez wątpienia zasługa José. Spotkało się oto dwóch takich dojrzałych typków, dla których taktyka jest jak dla innych niczym codzienna wizyta w kościele. Dogadali się i efekty widać od razu. A ja... o Boże, nigdy nie przypuszczałem, że to powiem... nie wyobrażam sobie drugiej linii Realu Madryt bez Xabiego Alonso.

Wczoraj spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba, choć byłem tego pewien już dużo wcześniej. Po prostu zabiegi Mourinho sprawiły, że ta myśl ciągle się we mnie kłębiła. Ten człowiek naprawdę się nadaje. Patrząc na jego postawę na boisku, na jego spokój, wyrachowanie, czasem wręcz działanie na granicy absolutnego ryzyka, od razu widzimy prawdziwego przywódcę, który, mało tego, zajmuje miejsce w najbardziej strategicznym miejscu na boisku. I zna się na tym, co robi. A to jeszcze nie koniec, bo tym zachowaniem, gdy piłka nie jest w grze, och, jak bardzo on przypomina czasem wielkiego Raúla Gonzáleza.

Ale jeśli już zmiana kapitana, to oby bez żadnych ekscesów. Byłby to zabieg totalnie bezprecedensowy, niespotykany za często w piłce nożnej, ale mógłby okazać się strzałem w dziesiątkę. Problem polega jednak na tym, że zaakceptować ten fakt musiałby każdy, a o to łatwo już nie będzie.

RealMadryt.net

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz