José María Del Nido, prezes Sevilli i pierwszy przeciwnik Realu Madryt oraz Barcelony, mógł nieco pospieszyć się z osądem, jakoby liga hiszpańska była ligą tylko i wyłącznie dwóch drużyn. Rzucanie takich osądów wydaje się kompletnie bezpodstawne, jeśli spojrzymy na to, co dzieje się w obecnych rozgrywkach Primera Division.
Jeśli kluby pokroju Sevilli, Atlético czy Villarrealu przed spotkaniami z Realem i Barceloną z góry zakładają, że przegrają, to może powinny skorzystać z rad Sergio Ramosa, który powiedział prezesowi Sevilli, aby ta "poszukała sobie innej ligi", jeśli nie odpowiada mu dyspozycja teamów Mourinho i Guardioli. Czy to nie dziwne, że dwaj najwięksi hiszpańscy giganci tracą punkty z ligowymi średniakami? W poprzednim rozgrywkach Real Madryt miał zabójczy finisz sezonu, kiedy to na przestrzeni kilku tygodni musiał mierzyć się na wyjazdach z Valencią, Sevillą i Villarrealem. W żadnym z tych pojedynków nie pozostawił rywalom żadnych złudzeń, wygrywając kolejno 3-6, 2-6 i 1-3.
A kto pozbawił Madrytczyków mistrzostwa? Ano takie kluby jak Sporting Gijón, Osasuna czy Almeria... I z takich zespołów wypada brać przykład, z zespołów, które na pojedynki z gigantami wychodzą podwójnie zmotywowane, a nie zwieszają głów w dół.
Początek sezonu 2011/2012 zagrał na nosie sternikowi klubu z Sewilli. Owszem, Barcelona przoduje w tabeli ligowej, ale za nią znajduje się rewelacyjne Levante. Kiedy ekipa z Walencji pokonywała u siebie Real, wszyscy patrzyliśmy na to z niedowierzaniem. A ten mały, przeważnie walczący o utrzymanie, klub, kilka dni temu rozbił 3:0 Malagę. Wszyscy oczywiście zdajemy sobie sprawę, że wręcz niemożliwością jest włączenie się Levante do walki o mistrzostwo, ale skoro taki przeciętniak potrafi pokonywać najlepszych, to dlaczego nie próbują tego kluby, mające w swoich zespołach naprawdę świetnych zawodników.
Zarówno Real Madryt, jak i Barcelona, potraciły już w obecnych rozgrywkach punkty w dwóch kolejkach. Zatrzymać gigantów udało się wspomnianemu Levante, ale także Racingowi, Realowi Sociedad i Valencii. Tylko ostatnia z tych drużyn zaliczana jest do grona walczących o końcowy tytuł.
Bez wątpienia liga hiszpańska to nie tylko dominująca w ostatnich latach dwójka. Problemem nie jest to, że ta dwójka wznosi się na absolutne wyżyny. Problemem jest to, że nikt nie chce nawiązać z nimi walki. Tak, jak wspomniałem - skoro zatrzymywać Blaugranę udaje się Realowi Sociedad, dlaczego ma się to nie udać Sevilli? José María Del Nido na siłę szuka wymówek. Jeśli zdarza mu się potknięcie, zrzuca winę na to, że "Real i Barceloną kradną". Albo na to, że "Real i Barcelona mogą pozwolić sobie na trzymanie gwiazd, a Sevilla musi je sprzedawać". Gdzie jest tak powiedziane, że musi sprzedawać? Więcej, gdzie jest powiedziane, że sama nie może kupić klasowego piłkarza?
Więcej wiary we własne umiejętności - tego potrzeba Sevilli i innym hiszpańskim drużynom. Zamknięcie się na własnej połowie i liczenie na cud, niczego nie przyniesie. Wszyscy podkreślają, że przeciwko Realowi i Barcie zagrają swój futbol. Kończy się to przeważnie na bolesnej porażce, którą znowu trzeba w jakiś sposób usprawiedliwiać.
