Za Realem Madryt już dwa sparingi, przygotowujące go do nowego sezonu i przerwania hegemonii FC Barcelona. Z obydwu Królewscy wyszli zwycięską ręką i w obydwu cichym bohaterem można nazwać, tak pozornie niewidocznego, Estebana Granero.
Któż by się spodziewał, że wychowanek Los Blancos w ogóle będzie chciał pozostać na Concha Espina, ba!, że José Mourinho będzie chciał, aby pozostał. Zakup Fábio Coentrão i ustawienie go na środku pomocy, sprawiło, że Hiszpanowi przybył jeszcze jeden, o wiele droższy i bardziej medialny, przeciwnik w walce o regularną grę.
Jednak Mourinho bezgranicznie ufa Estebanowi, podobnie jak Alvaro Arbeloi, o których podczas minionego sezonu wypowiadał się w samych superlatywach, chociaż żaden z nich nie był podstawowym graczem pierwszego zespołu. Portugalczykowi podoba się ich zaangażowanie, przywiązanie do barw klubowych i oczywiście ponadprzeciętne umiejętności.
Ufa na tyle, że Granero zarówno z Los Angeles Galaxy, jak i Chivas Guadalajara, wybiegł od pierwszej minuty. Już pierwszy mecz z LA Galaxy może zaliczyć do bardzo udanych, jednakże dopiero drugi pojedynek z Chivas był prawdziwym pokazem siły i umiejętności "Pirata". Pod nieobecność Xabiego Alonso, to on był odpowiedzialny za dyrygowanie akcjami Realu Madryt. Jakby tego było mało, był także pierwszym piłkarzem, którzy przecinał akcje rywali.
Codzienne treningi pod okiem Jose Mourinho, obok takich zawodników jak Özil czy Xabi Alonso, dodatkowo pod czujnym okiem wielkiego Zinedine'a Zidane'a, sprawiły, że Granero stał się piłkarzem absolutnie dojrzałym, w pełni gotowym na to, by zastąpić pierwszoplanowe postacie i nie odstawać od nich poziomem. Niewielu wierzy w to, że Hiszpan jest w stanie stać się na długo graczem pierwszego składu, jednak sam od samego początku robi wszystko, aby Mourinho nie musiał się martwić o obsadzenie środka pomocy.Portugalczyk przyznawał z resztą po meczu z Chivas, że nie przejmuje się urazami Xabiego Alonso, Khediry czy Şahina, bo w drużynie znajduje się właśnie taki ktoś jak Esteban, taki ktoś, bez kogo kibice nie wyobrażają już sobie Realu Madryt.
Nic dziwnego, że fanom z Concha Espina tak podoba się gra Granero. Już dawno żaden wychowanek nie przebił się do pierwszego składu. Pirat zaś zaciekle walczył o swoje miejsce, nie odszedł pomimo trudnej sytuacji. Z nim jest inaczej, niż w przypadku José Maríi Callejóna, on nie wyrobił sobie w Getafe takiej opinii, jak Callejón w Espanyolu. Zapracował na to wszystko w Madrycie, zaskarbił sobie tak cenne zaufanie The Special One.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz