„Jak się mówi 'oszukiwać' po katalońsku?”

- José Mourinho

środa, 19 września 2012

Trzecia połowa: Mourinho ma drużynę



Wróciła! Nasza ukochana drużyna wróciła! Mourinho miał rację, mówiąc po meczu z Sevillą, że jej nie miał. W spotkaniu z Manchesterem City jeden walczył za wszystkich, a wszyscy za jednego. Tego w tej ekipie trzeba było, takiego meczu, takiej remontady, takiej reakcji kibiców, takiego wieczoru!

Zapewne nie tylko ja rozdziawiłem usta, gdy zobaczyłem, jaki skład desygnował Mourinho. Gdyby Portugalczyk wiedział, że równie mocno zadziwi Roberto Mancini, zapewne posłałby do boju przynajmniej jednego kreatywnego środkowego pomocnika – najpewniej Modricia. Stało się, jak się stało. Stłamsiliśmy Manchester od pierwszej minuty, ale cierpieliśmy z powodu braku piłkarza, który potrafiłby rozruszać formacje „The Citizens” i wepchnąć jedną czy dwie prostopadłe piłki. Zwycięzców się jednak nie sądzi, a nie można powiedzieć, że Real grał w ustawieniu z trójka „pivotów” defensywnie. Wprost przeciwnie, zagrał tak bardzo ofensywnie, że aż byłem zdziwiony.

Mourinho jest chyba największym zwycięzcą wtorkowego starcia. Nie dość, że jego drużyna pokazała galaktyczny futbol, to jeszcze wygrała po „remontadzie”, którą madridismo tak bardzo kocha. Kocha również ekstrawagancki i nonszalancki styl bycia portugalskiego trenera, dlatego widok niszczonego garnituru od Hugo Bossa czy innego Armaniego bez wątpienia przypadł wszystkim do gustu. Nie obyło się rzecz jasna od „przyjaciół” dziennikarzy, którzy zachowanie „The Special One” określili jako dziecinne. Bo przecież kimże jest Mourinho, żeby cieszyć się z bramki na 3:2 zdobytej w 90. minucie w meczu z mistrzem Anglii?

Varane. Nie mogę odmówić sobie akapitu o tym chłopaku. Denerwowałem się, kiedy to Raul Albiol zajmował miejsce Pepego, gdy ten doznał kontuzji. Ale dobra, Hiszpan też potrzebuje gry. Varane ciągle jest młody, niedoświadczony. Przeciwko Manchesterowi pokazał jednak całkowicie coś innego. Tak pewnego występu nikt się nie spodziewał – on sam w ogóle nie spodziewał się, że zagra, a zapewne myślał, że może nie załapać się nawet do meczowej osiemnastki. A tu taka historia. Francuz zagrał perfekcyjny mecz, tylko tak można go określić. Carlos Tevez nie wiedział jak się nazywa. City nie przeprowadzało rzecz jasna zbyt wielu ofensywnych akcji, ale jeśli już takie się zdarzały, to w 99% Varane wychodził z nich obronną ręką. Mourinho wiedział co robi.

O takim meczu można pisać i pisać, rozmyślać i rozmyślać. Najważniejsze jest jednak to, że na boisko nie wyszło jedenastu piłkarzy, ale zwarta grupa, gotowa oddać za siebie życie. Hiszpańskie dzienniki oczywiście doszukają się drugiego dna i wstawiają między innymi filmik, na którym pokazana jest reakcja, a raczej jej brak, Ikera Casillasa na bramkę Ronaldo. Iker jakby zamarł, nie wykonał żadnego ruchu. Wkrótce możemy więc spodziewać się teorii spiskowych kolegów z „Mundo Deportivo” czy „Sportu”, iż kapitan jest obrażony na całą drużynę i wkurzony, że Real musiał tak się męczyć w takim meczu. Cóż, takie męczarnie to ja mogę oglądać codziennie, a dziennikarze niech sobie piszą – ważne, że po takim meczu „Królewscy” po prostu muszą wrócić na właściwe tory.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz