„Jak się mówi 'oszukiwać' po katalońsku?”

- José Mourinho

piątek, 21 września 2012

Malaga potwierdzi wysoką formę?


Po spotkaniach w fazach grupowych Ligi Europy i Ligi Mistrzów kurz już opadł. Przyszedł czas wrócić na ligowe boiska. W Hiszpanii najciekawiej zapowiada się pojedynek Athleticu Bilbao z Malagą. Trudna przeprawa w Vallecas czeka ponadto Real Madryt.


FC Barcelona – Granada 


Javier Saviola świetnie wpasował się w drużynę Malagi
 (fot. Goal.com)
Sporo problemów przed pojedynkiem z Grenadą ma Tito Vilanova, który powróci sobotniego wieczora na ławkę trenerską po dwóch meczach absencji spowodowanej zawieszeniem. Hiszpański trener nie będzie mógł skorzystać z kontuzjowanych Abidala, Muniesy, Cuenki, Iniesty, Puyola i Pique. Brak tej ostatniej dwójki to największa  bolączka Vilanovy. Urazy dwójki hiszpańskich stoperów sprawiają, że jedynym nominalnym środkowym obrońcą jest Marc Bartra. W meczu Ligi Mistrzów ze Spartakiem Moskwa, po opuszczeniu boiska przez Pique, partnerem Javiera Mascherano na środku bloku defensywnego był Aleks Song. Jest wielce prawdopodobne, że to właśnie ta dwójka zagra ze sobą także w sobotnim starciu ligowym. W porównaniu do starcia z rosyjską drużyną, Vilanova zdecyduje się najprawdopodobniej jeszcze na dwie zmiany. Miejsce Adriano na lewej stronie obrony zajmie Jordi Alba, a w miejsce Cesca Fabregasa wystąpi Thiago Alcantara. Nieco mniej problemów ma trener Juan Antonio Anquela. Niedostępni są co prawda Yebda, Ighalo, Roberto czy Fran Rico, jednak żaden z nich nie miał jeszcze możliwości gry w tym sezonie. Oprócz nich na Camp Nou nie zobaczymy także Daniego Beniteza i Manuela Luceny. Czy Andaluzyjczycy mają w ogóle w Katalonii jakiekolwiek szanse? Wydaje się to mało prawdopodobne. Po czterech rozegranych kolejkach drużyna z Nuevo Los Carmenes zajmuje dopiero osiemnaste miejsce z dwoma punktami na koncie. W ostatniej kolejce zremisowała 1:1 przed własną publicznością z Deportivo, a wcześniej przegrała 0:3 na Estadio Santiago Bernabeu, pomimo faktu, że Real Madryt nie rozegrał wówczas zbyt porywającego meczu.

Mallorca – Valencia 
W samo niedzielne południe na Baleary przyjedzie Valencia, która nie przechodzi przez najlepsze chwile. Drużyna Mauricio Pellegrino nie zaliczyła zbyt udanego startu w lidze, choć trzeba zaznaczyć, że zdążyła już rozegrać wyjazdowe mecze z Realem Madryt i Barceloną. W minioną środę „Nietoperze” przegrały 1:2 na Allianz Arena w meczu 1. kolejki Ligi Mistrzów. Trener Pellegrino po ostatnim gwizdku sędziego powiedział: – Za bardzo przestraszyliśmy się tego meczu, który nie był dla nas zbyt dobry. Argentyńczyk dodawał, że jego zespół ma jeszcze przed sobą sporo pracy, ale dostrzega sporo pozytywów. W niedzielę Valencię czeka kolejny trudny mecz. Na Iberostar Estadi każdej drużynie zawsze gra się bardzo ciężko, a w tym momencie „Los Barallets” wydają się być w naprawdę niezłej formie. Z ośmioma punktami na koncie zajmują bowiem trzecie miejsce w ligowej tabeli – Valencia jest jedenasta. Na Majorkę Mauricio Pellegrino nie będzie mógł zagrać kilku kluczowych, kontuzjowanych piłkarzy. Swoje urazy ciągle leczą Canales, Albelda, Banega i Piatti. Jest jednak wielce możliwe, że powołania na to spotkanie nie otrzymają także Fernando Gago i Jeremy Mathieu, którzy nie mogli zagrać między innymi we wspomnianym meczu z Bayernem Monachium. Jeśli chodzi o gospodarzy, to Joaquin Caparros nie będzie mógł wstawić do wyjściowego składu kontuzjowanego Giovaniego dos Santosa i zawieszonego za czerwoną kartkę Jose Carlosa Nunesa. Pod znakiem zapytania stoi również występ Alvaro. Mimo tych absencji miejscowi bez wątpienia są w stanie ugrać z „Los Ches” nawet komplet punktów. Do zrealizowania tego celu bez wątpienia przydatna będzie forma Tomer Hemed, który ma na swoim koncie już cztery trafienia.

Atletico Madryt – Real Valladolid 
Czy to nareszcie będzie sezon Atletico Madryt? Wiele na to wskazuje. Drużyna Diego Simeone prezentuje naprawdę dobrą formą, a najważniejsi zawodnicy, jak Arda Turan czy Radamel Falcao, są w znakomitych dyspozycjach. W miniony weekend „Rojiblancos” najedli się co prawda strachu, gdy od stanu 4:0 Rayo Vallecano zdołało podnieść się z kolan i w ostatnich dziesięciu minutach trzykrotnie pokonać Thibauta Courtoisa. W środku tygodnia madrytczycy nie dali już jednak szans Hapoelowi Tel Awiw w meczu 1. kolejki fazy grupowej Ligi Europy. Nawet bez wspomnianych Falcao i Ardy Atletico nie miało żadnych problemów z pokonaniem swojego rywala aż 3:0. W niedzielny wczesny wieczór Atletico podejmie na własnym stadionie Real Valladolid, które na Vicente Calderon raczej nie będzie miało zbyt wielkich szans, pomimo faktu, że w ligowej tabeli pomiędzy obydwoma zespołami jest zaledwie cztery miejsca różnicy. Co ciekawe, trener Miroslav Djukić w czterech spotkaniach obecnego sezonu dokonał tylko jednej zmiany w wyjściowym składzie. Zmiany, co jeszcze ciekawsze, wymuszonej. Przeciwko Athletikowi Bilbao nie mógł bowiem wystąpić Mikel Balenziaga. W składzie Atletico, w porównaniu do meczu z Hapoelem, dojdzie do kilku zmian. Przeciwko izraelskiemu zespołowi nie grali Filipe Luis, Diego Godin, Gabi, Arda, i Falcao, ale wszyscy mają wybiec przeciwko Valladolid w pierwszym składzie. Simeone skorzysta więc po raz kolejny z systemu z dwoma atakującymi, który w obecnych rozgrywkach spisywał się wręcz rewelacyjnie. Falcao i spółka powinni w niedzielę dać wiele powodów do zadowolenia swoim kibicom, ponieważ niewyobrażalne jest to, aby beniaminek La Liga miał urwać na Calderon choćby jeden punkt.

Athletic Bilbao – Malaga 
Zdecydowany hit 5. kolejki Primera  Division. Obydwie ekipy podejdą jednak do niedzielnego meczu w całkowicie odmiennych nastrojach. Athletic po perturbacjach na początku sezonu, zaczął ostatnimi czasy prezentować wyższą formę, a w dodatku do gry powrócił Fernando Llorente. Ale w miniony czwartek Baskowie dali olbrzymią plamę, zaledwie remisując na własnym stadionie z Ironi Kirjat Szmona, które przez wszystkich było skazywane na pożarcie. Malaga z kolei mnóstwo problemów miała przed rozpoczęciem sezonu, jednak Manuel Pellegrini w porę zareagował i sprawił, że Andaluzyjczycy grają jak prawdziwa drużyna. „Los Boquerones” po czterech kolejkach ustępują w lidze zaledwie Barcelonie, a do tego świetnie spisują się w Lidze Mistrzów. Najpierw w IV rundzie kwalifikacji odprawili z kwitkiem Panathinaikos, a ostatnio ośmieszyli wręcz Zenit Sankt Petersburg, któremu na La Rosaleda wbili aż trzy bramki, nie tracąc przy tym ani jednej. Andaluzyjczycy przyjadą na San Mames praktycznie w najsilniejszym składzie. Ciągle kontuzjowany jest oczywiście Julio Baptista, ale jest możliwe, że na czas zdążą wykurować się Jeremy Toulalan i Seba Fernandez. Marcelo Bielsa będzie musiał z kolei poradzić sobie bez kontuzjowanych Andera Herrery i Jona Aurtenetxe. Ciągle nie wiadomo ponadto, czy wykurować na mecz z Malagą zdąży się Inigo Perez. Tak czy owak, ciężko w ekipie gospodarzy upatrywać faworyta spotkania. Przemawia za nimi bez wątpienia atut własnego boiska, ale skoro urwać punkty na San Mames zdołał wspomniany Ironi Kirjat Szmona, to trzeba się zastanowić, czy San Mames to ciągle tak trudna do zdobycia hiszpańska twierdza.

Rayo Vallecano – Real Madryt
Real Madryt po bardzo dobrym spotkaniu w Lidze Mistrzów wraca na ligowe boiska z wielkimi nadziejami. Podopieczni Jose Mourinho w końcu muszą zagrać na miarę oczekiwań, dlatego portugalski trener ma dokonać w pierwszym składzie kilku zmian. W porównaniu do meczu Ligi Mistrzów od pierwszej minuty wybiegnie Sergio Ramos, którego we wtorek zastąpił Raphael Varane. Miejsce Gonzalo Higuaina na pozycji najbardziej wysuniętego zawodnika zajmie Karim Benzema. Do pierwszego składu wróci również najprawdopodobniej Mesut Oezil, choć nie wiadomo, czy Mourinho nie zdecyduje się przypadkiem na ponowne wykorzystanie ustawienia z trójką z defensywnych pomocników – pisały o tym hiszpańskie dzienniki. Portugalczyk ma do dyspozycji praktycznie wszystkich swoich graczy i może próbować przeróżnych ustawień. Z powodu zawieszenia nie będzie mógł zagrać jedynie Fabio Coentrao. Paco Jemez jest w jeszcze lepszej sytuacji, bo żaden z jego piłkarzy nie jest ani zawieszony, ani kontuzjowany. Hiszpan ma jednak sporo do przemyślenia po wspomnianym już meczu ostatniej kolejki przeciwko Atletico Madryt. Przed ostatnim niedzielnym meczem Rayo może mieć jednak dobre przeczucia. Nie dość, że ligowy sezon rozpoczęło naprawdę udanie i zajmuje obecnie szóste miejsce, to „Królewskim” na Estadio de Vallecas gra się naprawdę ciężko. Najlepszym tego potwierdzeniem jest mecz z poprzedniego sezonu, w którym tylko geniusz Cristiano Ronaldo uchronił Real od braku zwycięstwa. Co ciekawe, podobnie jak w zeszłotygodniowym meczu z Sevillą, „Los Blancos” zagrają w swoim trzecim komplecie strojów w kolorze zielonym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz