![]() |
| „ Jak mogłeś mi nie podać David?!
” (fot. Goal.com) |
Jakby na to nie spojrzeć, za nami
chyba najnudniejsza kolejka Primera Division w tym sezonie. Tylko w
jednym meczu padło więcej niż trzy bramki, a tak naprawdę żadne
spotkanie nie stało na jakimś szczególnie wysokim poziomie.
„Barca” wymęczyła się z Granadą, Athletic pokopał trochę z
Malagą, Atletico wyczekiwało ostatniego gwizdka, a jedynym
pozytywem jest debiut w La Liga Damiena Perquisa – debiut nie byle
jaki.
Hitem 5. kolejki miało być starcie
Athleticu z Malagą. Ci pierwsi mieli w końcu rozpocząć wchodzenie
na odpowiednie tory, drudzy z kolei potwierdzić wysoką formę i
odnieść kolejne niezwykle cenne zwycięstwo. Okazało się jednak,
że obydwie drużyny wyszły na boisku chyba tylko po to, żeby po
prostu na nie wyjść. Nudna gra, praktycznie żadnych poważnych
okazji bramkowych... Athletic w dalszym ciągu dołuje, Fernando
Llorente w dalszym ciągu siedzi na ławce, a Marcelo Bielsa w
dalszym ciągu nie wie, jak odzyskać zespół z poprzedniego sezonu.
„Los Leones” w starciu z Malagą pierwszy celny strzał na bramkę
Willy'ego Caballero oddali dopiero w 81. minucie, co w pełni oddaje,
jak nieciekawym widowiskiem był mecz na San Mames. Sama Malaga
rozczarowała być może jeszcze bardziej. Po Athleticu i jego
fatalnym początku sezonu można było spodziewać się tak nudnej
dyspozycji. Andaluzyjczycy od początku tej kampanii prezentowali
jednak nadzwyczaj wysoką formę – nie tylko mi chyba ciągle
chodzi po głowie niedawna konfrontacja z Zenitem. W niedzielny
wieczór podopieczni Manuela Pellegriniego nie zrobili absolutnie
nic, aby ten mecz wygrać. Remis w pełni sprawiedliwy, ale i
niesamowicie rozczarowujący.
Nie rozczarowała za to Mallorca, która
jest kolejnym objawieniem tego sezonu. Ekipa Joaquina Caparrosa
pokonała w miniony weekend Valencię i awansowała na drugie
miejsce. Plecy ogląda jedynie Barcelonie, która po pięciu meczach
ma cztery punkty więcej. Fakty są takie, że wynik rozegranego w
samo południe na Balearach meczu nie powinien być zaskoczeniem.
Zaskoczeniem byłaby raczej wygrana Valencii. Mallorca być może nie
była faworytem w starciu z „Nietoperzami”, ale miała olbrzymie
szanse na zwycięstwo – szanse te wykorzystała. Znakomita
dyspozycja Victora Casadesusa i niezwykle solidna gra w obronie
pozwoliły pokonać Mauricio Pellegrino i jego piłkarzy. Wyspiarze
nie grają może porywającego futbolu, ale wszelkie braki nadrabiają
niebywałą determinacją. Na Iberostar Estadio od zawsze wszystkim
drużynom grało się niezwykle ciężko i wszystko wskazuje na to,
że w tym roku będzie jeszcze trudniej. Mallorca prawie na pewno nie
włączy się do walki o najwyższe cele, ale może stać się
czarnym koniem rozgrywek, który napsuje faworytom mnóstwo krwi.
Po 5. kolejce znowu nasuwa się
wniosek, że tegoroczna Barcelona to już nie ta sama Barcelona. To
zrozumiałe, że Tito Vilanova próbuje do drużyny wnieść coś
własnego, ale na razie wygląda to tak, jakby nie odpowiadało to
zawodnikom, którzy w każdym kolejnym meczu po prostu się męczą.
Z Granadą Katalończycy mieli co prawda mnóstwo sytuacji
bramkowych, a goście nadzieje na remis podtrzymywali tylko dzięki
cudom w bramce Tono Martineza, ale aż nadto widoczne było, że
„Barca” to inna „Barca” niż rok temu. Po meczu na Camp Nou
hiszpańskie media najbardziej zapamiętały intensywną wymianę
zdań między Villą a Messim. Argentyńczyk również się zmienia.
W sobotni wieczór zdenerwował się, bo Hiszpan raz nie podał mu
piłki. Chodził jakiś taki naburmuszony, a co więcej nie zdobył
bramki i nie mógł usłyszeć gromkiego „Leo, Leo”. Trochę to
dziwne tak znęcać się nad „Blaugraną”, kiedy ta ma na swoim
koncie komplet punktów, ale prawdziwy sprawdzian przez ekipą
Vilanovy nadejdzie w ten weekend. Barcelona uda się bowiem na Ramon
Sanchez Pizjuan, gdzie sztycha nie mogli zrobić zawodnicy Realu
Madryt.
Mamy Polaka w Primera Division (w
zasadzie dwóch, ale Dariusz Dudka na razie ogląda mecze raczej z
wysokości trybun). Damien Perquis zadebiutował w miniony weekend w
spotkaniu z Espanyolem i zebrał świetne recenzje. Na boisku
przebywał nieco ponad połowę meczu, zmieniając kontuzjowanego
Paulao. Zastąpić Brazylijczyka to nie lada wyczyn, zwłaszcza że
ten dał wcześniej prowadzenie Betisowi, ale reprezentantowi Polski
sztuka ta się udała. Zagrał pewnie, nie popełnił błędów i
może liczyć na to, że będzie otrzymywał więcej szans od Pepe
Mela. Szansa ta może nadejść już dzisiaj, bo Betis rozegra
zaległy mecz z Atletico Madryt. Co do samego Atletico, to
„Rojiblancos” chyba specjalnie nieco się oszczędzili w
weekendowym meczu z Realem Valladolid, mając na uwadze pojedynek z
„Los Beticos”. Madrytczycy zagrali dobrą pierwszą połowę, po
której prowadzili 2:0, jednak po zmianie stron nie przypominali już
siebie. Beniaminkowi udało się zdobyć tylko jednego gola, ale
mocno nastraszył wyżej notowanego rywala. Mimo wszystko,
podtrzymuję to, co już mówiłem – Atletico będzie (jest) w tym
sezonie mocne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz