„Jak się mówi 'oszukiwać' po katalońsku?”

- José Mourinho

środa, 26 września 2012

Messi i „Barca” 2012

 Jak mogłeś mi nie podać David?! ”  
(fot. Goal.com)

Jakby na to nie spojrzeć, za nami chyba najnudniejsza kolejka Primera Division w tym sezonie. Tylko w jednym meczu padło więcej niż trzy bramki, a tak naprawdę żadne spotkanie nie stało na jakimś szczególnie wysokim poziomie. „Barca” wymęczyła się z Granadą, Athletic pokopał trochę z Malagą, Atletico wyczekiwało ostatniego gwizdka, a jedynym pozytywem jest debiut w La Liga Damiena Perquisa – debiut nie byle jaki.

Hitem 5. kolejki miało być starcie Athleticu z Malagą. Ci pierwsi mieli w końcu rozpocząć wchodzenie na odpowiednie tory, drudzy z kolei potwierdzić wysoką formę i odnieść kolejne niezwykle cenne zwycięstwo. Okazało się jednak, że obydwie drużyny wyszły na boisku chyba tylko po to, żeby po prostu na nie wyjść. Nudna gra, praktycznie żadnych poważnych okazji bramkowych... Athletic w dalszym ciągu dołuje, Fernando Llorente w dalszym ciągu siedzi na ławce, a Marcelo Bielsa w dalszym ciągu nie wie, jak odzyskać zespół z poprzedniego sezonu. „Los Leones” w starciu z Malagą pierwszy celny strzał na bramkę Willy'ego Caballero oddali dopiero w 81. minucie, co w pełni oddaje, jak nieciekawym widowiskiem był mecz na San Mames. Sama Malaga rozczarowała być może jeszcze bardziej. Po Athleticu i jego fatalnym początku sezonu można było spodziewać się tak nudnej dyspozycji. Andaluzyjczycy od początku tej kampanii prezentowali jednak nadzwyczaj wysoką formę – nie tylko mi chyba ciągle chodzi po głowie niedawna konfrontacja z Zenitem. W niedzielny wieczór podopieczni Manuela Pellegriniego nie zrobili absolutnie nic, aby ten mecz wygrać. Remis w pełni sprawiedliwy, ale i niesamowicie rozczarowujący.

Nie rozczarowała za to Mallorca, która jest kolejnym objawieniem tego sezonu. Ekipa Joaquina Caparrosa pokonała w miniony weekend Valencię i awansowała na drugie miejsce. Plecy ogląda jedynie Barcelonie, która po pięciu meczach ma cztery punkty więcej. Fakty są takie, że wynik rozegranego w samo południe na Balearach meczu nie powinien być zaskoczeniem. Zaskoczeniem byłaby raczej wygrana Valencii. Mallorca być może nie była faworytem w starciu z „Nietoperzami”, ale miała olbrzymie szanse na zwycięstwo – szanse te wykorzystała. Znakomita dyspozycja Victora Casadesusa i niezwykle solidna gra w obronie pozwoliły pokonać Mauricio Pellegrino i jego piłkarzy. Wyspiarze nie grają może porywającego futbolu, ale wszelkie braki nadrabiają niebywałą determinacją. Na Iberostar Estadio od zawsze wszystkim drużynom grało się niezwykle ciężko i wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie jeszcze trudniej. Mallorca prawie na pewno nie włączy się do walki o najwyższe cele, ale może stać się czarnym koniem rozgrywek, który napsuje faworytom mnóstwo krwi.

Po 5. kolejce znowu nasuwa się wniosek, że tegoroczna Barcelona to już nie ta sama Barcelona. To zrozumiałe, że Tito Vilanova próbuje do drużyny wnieść coś własnego, ale na razie wygląda to tak, jakby nie odpowiadało to zawodnikom, którzy w każdym kolejnym meczu po prostu się męczą. Z Granadą Katalończycy mieli co prawda mnóstwo sytuacji bramkowych, a goście nadzieje na remis podtrzymywali tylko dzięki cudom w bramce Tono Martineza, ale aż nadto widoczne było, że „Barca” to inna „Barca” niż rok temu. Po meczu na Camp Nou hiszpańskie media najbardziej zapamiętały intensywną wymianę zdań między Villą a Messim. Argentyńczyk również się zmienia. W sobotni wieczór zdenerwował się, bo Hiszpan raz nie podał mu piłki. Chodził jakiś taki naburmuszony, a co więcej nie zdobył bramki i nie mógł usłyszeć gromkiego „Leo, Leo”. Trochę to dziwne tak znęcać się nad „Blaugraną”, kiedy ta ma na swoim koncie komplet punktów, ale prawdziwy sprawdzian przez ekipą Vilanovy nadejdzie w ten weekend. Barcelona uda się bowiem na Ramon Sanchez Pizjuan, gdzie sztycha nie mogli zrobić zawodnicy Realu Madryt.

Mamy Polaka w Primera Division (w zasadzie dwóch, ale Dariusz Dudka na razie ogląda mecze raczej z wysokości trybun). Damien Perquis zadebiutował w miniony weekend w spotkaniu z Espanyolem i zebrał świetne recenzje. Na boisku przebywał nieco ponad połowę meczu, zmieniając kontuzjowanego Paulao. Zastąpić Brazylijczyka to nie lada wyczyn, zwłaszcza że ten dał wcześniej prowadzenie Betisowi, ale reprezentantowi Polski sztuka ta się udała. Zagrał pewnie, nie popełnił błędów i może liczyć na to, że będzie otrzymywał więcej szans od Pepe Mela. Szansa ta może nadejść już dzisiaj, bo Betis rozegra zaległy mecz z Atletico Madryt. Co do samego Atletico, to „Rojiblancos” chyba specjalnie nieco się oszczędzili w weekendowym meczu z Realem Valladolid, mając na uwadze pojedynek z „Los Beticos”. Madrytczycy zagrali dobrą pierwszą połowę, po której prowadzili 2:0, jednak po zmianie stron nie przypominali już siebie. Beniaminkowi udało się zdobyć tylko jednego gola, ale mocno nastraszył wyżej notowanego rywala. Mimo wszystko, podtrzymuję to, co już mówiłem – Atletico będzie (jest) w tym sezonie mocne.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz