„Jak się mówi 'oszukiwać' po katalońsku?”

- José Mourinho

środa, 21 września 2011

Kolejny oszukany

Nie można nie uwielbiać José Mourinho, który, co podkreślano już wielokrotnie, jest wielkim trenerem i wspaniałym przywódcą. Nie można też jednak nie wytykać mu błędów, które pojawiają się coraz częściej. Może Portugalczyk faktycznie nie ma nerwów ze stali i odczuwa emocje tak samo, jak każdy inny człowiek? Ale nie o nim chcę dzisiaj pisać, a o tylko i wyłącznie o jego słowach i jego czynach z poprzedniego sezonu. 

Mourinho cały poprzedni sezon aż gotował się z powodu braku napastnika, zapewniał tym samym, że od sezonu 2011/2012 Álvaro Morata będzie pełnoprawnym zawodnikiem pierwszego składu. Klub zgodził się wypożyczyć The Special One Emmanuela Adebayora, który spełnił swoją rolę, ale mimo to odszedł po pół roku, bo Florentino Pérez zamarzył sobie Kuna Agüero lub Neymara. Po raz kolejny zostaliśmy z niczym, a wszyscy Madridistas, tak wierzący w szkółkę Los Blancos, już ostrzyli sobie zęby na widok Moraty, trenującego dzień w dzień z najlepszymi na świecie. 

Nic bardziej mylnego. Być może Moracie w spełnianiu marzeń o karierze klubowej przeszkodziły Mistrzostwa Europy do lat 19, ale tam przecież zdobył z Hiszpanami złoto i został najlepszym strzelcem rozgrywek. Niestety nie pojechał z drużyną na tournée po Stanach Zjednoczonych i Chinach. Nie brał czynnego udziału w pretemporadzie, choć z deklaracji Mourinho cały czas jasno wynikało, że młody Hiszpan będzie ważną częścią drużyny. 

Nastał wrzesień, okienko transferowe zostało zamknięte, a Morata w dalszym ciągu gra tylko i wyłącznie w Realu Madryt Castilla. Hiszpan musi czuć się w jakiś sposób oszukany, po tylu deklaracjach i zapewnieniach. Przez całe lato o napastnika pytało wiele klubów, w tym oczywiście Getafe, które ostatecznie sprowadziło do siebie Pablo Sarabię. Dlaczego Mou nie pozwolił odejść i jemu? Dlaczego pozostawił go w Segunda Division B, nie dając póki co żadnych szans na rozwój. Sarabia zaś, choć z marnym skutkiem, zagrał już w pierwszym składzie nawet przeciwko Los Blancos właśnie! 

Zarzuty kierowane w stronę Moraty od ludzi, którzy nie są przekonani, co do jego talentu, są w pewnym stopniu bezpodstawne. Álvaro można porównać do... Messiego. Ludzie z kręgu Królewskich psioczą, że 18-latek wcale nie prezentuje w Castilli wygórowanych umiejętności. Oddają mu co prawda, że rozstrzelał się i jest wiodącą postacią w drużynie, jednak ciągle mają jakieś ale. Mimo wszystko był już chwalony przez samego Mourinho, któremu zdarzyło się kilkakrotnie powołać go na trening, czy nawet dać szansę zadebiutowania w lidze hiszpańskiej. 

Wracając do porównania z Messim. Co ten mały-wielki piłkarz pokazuje w reprezentacji Argentyny? Czy strzela mnóstwo bramek? Czy sam, jak to czyni w Barcelonie, wygrywa mecze? Pasuje się nad tym zastanowić, bo, jak każdemu, zdarzają się przebłyski, ale ogólnie rzecz biorąc, jego forma reprezentacyjna odbiega od tej, prezentowanej w Barcelonie. I kolejny raz trzeba powtórzyć, że Albicelestes nie posiadają w składzie takich graczy jak Xavi, Iniesta czy teraz Cesc Fàbregas. Jeden zawodnik niczego nie osiągnie, jeśli nie otrzyma pomocy od innych. Dlatego też dziwię się jeszcze bardziej Mourinho, że nie daje Moracie należnych mu szans. Taki młodzieniaszek, który będzie chciał udowodnić wszystkim że jest coś wart, będzie biegał, biegał i jeszcze raz walczył, żeby przekonać do siebie niedowiarków. A z takimi graczami obok jak Ronaldo, Özil czy Xabi Alonso, gra jest o wiele łatwiejsza. 

Zdaję sobie sprawę, że porównanie gry w reprezentacji Argentyny i Barcelony, do gry w Segunda Division B i w Primera Division, jest sporo przesadzone, ale w mojej opinii obrazuje to w jakiś sposób to, co mogłoby się wydarzyć. Nie próbując, nie przekonamy się - to wiadomo już od dawna...

Dzisiaj Królewskich czeka kolejny pojedynek ligowy, tym razem z Racingiem Santander. Terminarz jest nieco napięty, a po ostatniej katastrofalnej wpadce José Mourinho zabiera na El Sardinero wszystkich swoich zawodników - nawet kontuzjowanych Şahina, Altintopa, Coentrão i Pepe! Pytam, gdzie jest Morata, dlaczego go nie ma?! Jest środek tygodnia, Castilla nie rozgrywa swojego meczu, Alvaro jest całkowicie wolny, gdyby chociaż otrzymał powołanie, wiedzielibyśmy, że Mourinho choć trochę jeszcze o nim myśli. Tymczasem Portugalczyk twierdzi, że jest zachwycony ze swojej obecnej kadry, chociaż latem naciskał na transfer kolejnego napastnika.

5 komentarzy:

  1. Morata został w Castilli, żeby pomóc w awansie do Seguna A, który jest w tej chwili prestiżowym celem Realu. Szkoda, że nie dostaje szans choć na parę minut nawet w takich meczach jak ten z Racingiem, ale skoro Moruinho zupełnie na niego nie liczy, to dobrze, że Alvaro został w Castilli. On ma dopiero 19 lat i nawet jak przez ten sezon pogra w trzeciej lidze to tragedii nie będzie. A za rok może Mourinho już nie będzie w Madrycie i wtedy Moratę przeniosą do pierwszej drużyny. Za Mou to się raczej nie stanie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale to Mou jako pierwszy odważył się takie wnioski wysunąć, że Morata będzie graczem pierwszego zespołu. Jeśli nie powołuje go nawet na dzisiejszy mecz, który nie koliduje z jego grą w Castilli, to jest coś nie tak. 19-letni zawodnicy już bardzo często są wiodącymi postaciami w swoich drużynach. Morata też miałby na to szansę, ale co z tego, z trzeciej ligi wiele nie wskóra.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mourinho o włączeniu Moraty chyba powiedział, żeby zagrać na czas. Wtedy Alvaro nieźle się pokazał dwa razy w końcówkach i był klimat, żeby grał więcej. Mourinho nie tylko wtedy mówił, co mu wygodne, bo przecież najpierw struktura zarządu mu przeszkadzała, a teraz Zidane'a mianował dyrektorem sportowym. Wiele argumentów Mourinho moża by sprowadzić do znaczenia "bo ja tak chcę".

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlatego też właśnie coraz bardziej w umysłach kibiców Realu Madryt kształtuje się myśl, że być może ten Mourinho wcale taki wspaniały dla klubu nie jest... ostatnie wypowiedzi i zachowania też na to wskazują - tak myślę.

    OdpowiedzUsuń
  5. bez przesady teraz to Real by się chciał do Barcelony upodabniać i stawiać na wychowanków a nie ma ich takich jak w Barcelonie

    OdpowiedzUsuń