Kiedy w 15. sekundzie na Estadio Santiago Bernabéu Michu strzelił bramkę dla Rayo Vallecano, wydawało się, że kibice Realu Madryt posłuchają José Mourinho i wygwiżdżą portugalskiego trenera. Nic z tych rzeczy, madrycki stadion żył dzisiaj, jak mało kiedy. Madridismo pokazało, że dwa bardzo słabe mecze nie sprawią, iż Mourinho i jego podopieczni nie będą mogli liczyć na ich poparcie.
Los Blancos rozkręcali się dzisiaj bardzo powoli, ale ostatecznie udało im się pokonać beniaminka aż 6:2 po hat-tricku Cristiano Ronaldo i trafieniach Gonzalo Higuaina, Raphaëla Varane'a i Karima Benzemy. Ostatni tydzień był dla wicemistrza Hiszpanii istną katorgą. Najpierw porażka w Walencji z Levante, potem remis w Santander z Racingiem. To wszystko sprawiło, że w prasie po raz kolejny pojawiła się nagonka na The Special One. On sam na konferencji prasowej przed dzisiejszym meczem wyznał, iż nie będzie miał kibicom za złe gwizdów, pod warunkiem, że te skierowane będą w jego kierunku. Fani mają bowiem, bez względu na wszystko, wspierać swoich piłkarzy.
Już przed pierwszym gwizdkiem dało się czuć gorącą atmosferę przy Concha Espina. Gwizdy owszem - pojawiły się, jednak w nielicznych momentach, przy stanie 0-1, kiedy to Realowi nie udawało się wychodzić nawet z własnej połowy. Z biegiem czasu powrócił jako taki Madryt i zaczął dominować, niesiony fantastycznym dopingiem Ultrasów. Ci nie pokazali dzisiaj tylko tego, że nadal stoją murem za swoją drużyną, ale dali jasno do zrozumienia, że José Mourinho jest odpowiednim człowiekiem na odpowiedniej pozycji. W drugiej odsłonie dało się już słyszeć chóralne śpiewy na cześć Portugalczyka. Tak gorący doping na Bernabéu, przez pełne 90 minut, pojawia się nie na co dzień.
Real Madryt powraca na właściwe tory. Gra zostawiała jeszcze co prawda sporo do życzenia, jednak sześć zdobytych bramek, w tym trzy przy grze w dziesiątkę, robią wrażenie. Los Blancos docenili postawę swoich kibiców i po ostatnim gwizdku arbitra pozostali jeszcze przez chwilę na boisku i dziękowali im za okazane wsparcie, którego potrzebowali teraz, jak ryba wody.
Choć zanosiło się na sensację, Królewscy podołali wyzwaniu. José Mourinho więc nie będzie musiał odwoływać swoich słów sprzed meczu, kiedy to wyznał, że jutro gazety nie będą już mogły pisać o jakimkolwiek kryzysie na Bernabéu.
idiotyzmem byłoby gdyby w takich chwilach kibice gwizdali na swoich zawodników
OdpowiedzUsuńProblem w tym, że widownia na Bernabeu należy do jednych z najbardziej wymagających na świecie i już niejednokrotnie zdarzało się jej wygwizdywać, jak nie całą drużynę, to poszczególnych zawodników.
OdpowiedzUsuń